Menu

Sztuczne raje

Blog popkulturalny, okolicznościowo aktualizowany

It's not a game anymore, czyli Yooletchka o czwartym sezonie "Sherlocka"

yooletchka

O nowym sezonie „Sherlocka” wiele już zostało powiedziane i napisane, ale nie byłabym sobą, gdybym nie wtrąciła do dyskusji swoich trzech groszy, zwłaszcza, że od kilku dni nadziwić się nie mogę niektórym krążącym po sieci opiniom. Tak, drodzy Czytelnicy, w napiętym czasie przedsesyjnym o Was nie zapominamy, nawet jeśli się to wiąże z jeszcze bardziej niż zwykle nieskoordynowanym słownictwem i hulającą interpunkcją. No ale czego się nie robi dla sztuki, ekhem, dla Sherlocka.

tumblr_ojkcqwh8XP1u5u25to4_500

Wszystkich tych, którzy ostatnie 3 tygodnie spędzili pod kamieniem ostrzegam – post pełen mrocznych, okropnych, przerażających spoilerów, zostaliście ostrzeżeni.

W naszej poprzedniej, wspólnej notce dotyczącej pierwszego odcinka w zasadzie wyraziłyśmy większość naszych obaw – tak w skrócie chodziło o to, aby pośród tych wszystkich zapowiedzianych pościgów i wybuchów nie zapodziała się fabuła i sens całości. Nie będzie nowością stwierdzenie, że „Sherlock” zawsze był pełen plot twistów, zaskakujących rozwiązań kolejnych wątków oraz zamierzonych lub niezamierzonych luk, pozostawiających pole do popisu fanom, analizującym niemalże sekunda po sekundzie to, co się dzieje (trust me, I’ve been there). Nowy sezon jest jednak właściwie jednym wielkim zwrotem akcji, a klimat panujący w poprzednich sezonach zmienił się diametralnie –  Watson i Sherlock mają coraz mniej czasu na siedzenie na Baker Street i przyjmowanie klientów, sprawy, które rozwiązuje Sherlock rzadko pozostają takimi oczywistymi, że można je rozwiązać bez żadnych wspomagaczy, co więcej, wymagają fizycznego (i nie tylko) zaangażowania Samego Rządu, czyli Mycrofta. Na pewno jest to w pewien sposób uzasadnione, ponieważ w tym sezonie głównym tematem jest właściwie backstory Sherlocka i Johna oraz ewolucja ich i tak już skomplikowanej relacji , która jest w stanie przetrzymać wszelkie przeciwności losu. Oczywiście jesteśmy również świadkami drastycznej przemiany wszystkich bohaterów, zmuszonych przez okoliczności do zachowania, którego jeszcze na ekranie nie widzieliśmy.

tumblr_oj61e9FkDd1rixwdqo2_540

Pamiętacie wypowiedź naszego kochanego detektywa o uczuciach z "The Scandal in Belgravia"? To teraz spójrzcie, co wyrabia w tym sezonie

 Nie będzie pewnie dla wielu zaskoczeniem fakt, że nowe odcinki spotkały się z ogromną krytyką widzów. Nie do tak prowadzonej akcji przyzwyczajani byliśmy przez ostatnie 3 sezony (no dobrze, już 3 lata temu było widać, na co się zanosi) - wielu podpadł ogrom rozpoczętych wątków i na szybko załatanych dziur fabularnych istniejących tylko po to, aby przejść do najważniejszych, zdaniem reżyserów, scen. Wspomniany mechanizm było bardzo dobrze widać w "The Six Thatchers", sprawiającego wrażenie nieco pośpiesznie napisanego wstępu do dalszej historii, który zbulwersował wiele osób, głównie ze względu na zachowanie Johna, przeciągnięty na siłę wątek Mary oraz jej nieco sztampową śmierć. Po pierwszym odcinku byłam pełna nadziei, że dwa kolejne epizody będą lepsze i nie zawiodłam się, przynajmniej jeśli chodzi o "The Lying Detective", bo nadal nie jestem w stu procentach pewna, co mam myśleć o finale. Drugi odcinek bardzo mi się podobał, głównie ze względu na genialnego szwarccharaktera - bardzo rzadko zdarza się, że bohater filmowy wzbudza we mnie dreszcz obrzydzenia, a w tym przypadku tak właśnie było. Culverton Smith okazał się doskonale wykreowaną postacią (Toby Jones, duh) przy której Magnussen może się, delikatnie mówiąc, schować i, co najważniejsze, godnym przeciwnikiem Sherlocka, niemożliwym do pokonania w zwyczajny sposób. Sherlock musiał naprawdę wytężyć swój umysł i ciało, aby zdemaskować jego zbrodnie, a cały plan detektywa był bardzo dobrą moim zdaniem wariacją na temat opowiadania Conan Doyle'a zatytułowanego "Umierający Detektyw". Oczywiście, całość przybrała formę prawdziwie emocjonalnego rollercoastera, w większości jednak dobrze wyważonego i dopracowanego (właściwie jedyne co mi się nie podobało, to pomysł z samymi kroplówkami, zalatujący z lekka pseudomedycznym bełkotem). Zachwyciła mnie natomiast pani Hudson, która po raz kolejny dowiodła, że bez niej Anglia by upadła, a jeśli nie, to na pewno Baker Street. 

tumblr_ojj5bsmK9V1sg0hbyo4_500

A, ZAPOMNIAŁAM O NAJWAŻNIEJSZYM

To co jednak zostało nam zaserwowane w "The Final Problem" przewyższyło z pewnością wyobrażenia wszystkich, nawet tych najbardziej dociekliwych fanów. Wiadome było właściwie jedno - że w finale nareszcie rozwiąże się w jakiś sposób sprawa siostry Sherlocka i Mycrofta, odizolowanej od reszty świata w forto- szpitalo- bazo- bógwieczym o szumnej nazwie Sherrinford (to oczywiście prztyczek w nos od Moftissa, nikt się chyba nie spodziewał, że będzie to nazwa miejsca). Nadwyrężone serca fanów oczekiwały na coś naprawdę dobrego, wstrząsającego, trzymającego w napięciu, ale spójnego i logicznego, coś, co by zasługiwało na miano finałowego odcinka serii. Tymczasem dostaliśmy coś zupełnie innego. "The Final Problem", wyróżniający się właściwie już od początku zawrotnym tempem i pędzącą na zabój akcją, sprawiał wrażenie posklejanego na siłę, przeładowanego i niedopracowanego dostatecznie odcinka, owocu pracy dwójki zachłyśniętych nadmiarem posiadanej w swoich rękach władzy panów. Ja rozumiem, że wielowątkowość jest w większości bardzo pożądanym zabiegiem, ale z pewnością nie w sytuacji, gdy pozostawia się tak ogromną ilość niedopowiedzeń, a niektóre rozwiązania fabularne były po prostu absurdalne. I, mean, granat przyczepiony do drona który wlatuje i rozwala Baker Street, Sherlock, który kompletnie nie pamięta Eurus i Victora Trevora, Mycroft zezwalający na spotkanie własnej siostry z Moriartym, siostrzyczka- psychopata siedząca w szklanej celi, z której, jak wiadomo, nikt nigdy się w żadnych filmach i serialach nie wydostał - SERIO? Jeśli dołożymy do tego zupełnie niepasującą do reszty scenerię (która skojarzyła mi się z jakąś koszmarną odmianą escape roomu), dotychczas niewytłumaczalne dla mnie w pełni sceny z dziewczynką (małą Eurus) w samolocie oraz kolejne, całkowicie nieudolnie nakręcone sceny gry na skrzypcach (z założenia miały być zapewne wzruszające, a wyszły śmiesznie) dojdziemy do wniosku, że odcinek był całkowitym niewypałem. 

tumblr_ojy7fdhUKe1s9htd1o8_540

PROSZĘ, PRZESTAŃCIE

Przekłamaniem byłoby jednak zaproponowanie tak surowej oceny dla "The Final Problem", które pomimo wyraźnych niedoskonałości fabularnych i ogólnego wrażenia, jakby ktoś nas, oglądających, torturował (stwierdzenie przeczytane na jednym z sherlockowych portali, serdecznie pozdrawiam autorkę) miał pewne dobre strony. Przede wszystkim na uwagę zwraca bardzo ciekawy rozwój wszystkich postaci, szczególnie chodzi mi oczywiście o Sherlocka, Johna i Mycrofta, którzy w obliczu zagrożenia pokazali nieco inne niż zazwyczaj oblicze. Na największe brawa zasługuje z pewnością John, wykazujący się iście żołnierską odwagą, chłodnym umysłem oraz opanowaniem, silniejszym momentami nawet od genialnego detektywa, który dawno już przestał udawać typa pozbawionego emocji i uczuć (tym bardziej trafione jest jego zestawienie ze starszą siostrą, która, według wypowiedzi reżyserów, stanowi uosobienie czystego umysłu). To jednak Mycroft skradł moje serce, ujawniając wreszcie swoje obawy i starając się desperacko naprawić popełnione w przeszłości błędy. Moim zdaniem jedną z najlepszych scen była ta, gdy próbował sprowokować Sherlocka do zastrzelenia jego zamiast Johna - jego zachowanie z pewnością uratowało tę z założenia dramatyczną scenę, która w zestawieniu z kilkoma podobnymi rozwiązaniami fabularnymi mogła wypaść bardzo sztampowo. Nie zapominajmy również o ogromnej ilości nawiązań do oryginalnych opowiadań Doyle'a, wplecionych umiejętnie w sprawy, do których rozwiązania jest zmuszony Sherlock - mamy odniesienia między innymi do "Rytuału Musgrave'ów", "Trzech Panów Garrideb", "Ligi Rudzielców" oraz, pod koniec odcinka, do " Tańczących Ludzików".

tumblr_ohznwcZCop1ur0nm7o1_500

<3

 Bardzo udane były również momenty retrospekcji z czasów, kiedy nasze jedyne w swoim rodzaju rodzeństwo było jeszcze małymi, beztroskimi szkrabami (oczywiście poza Eurus, która już wtedy lubiła pokazywać  jakim jest Groźnym I Niebezpiecznym Psychopatą), wyjaśniające nareszcie sprawę Rudobrodego oraz pokazujące początkowo zupełnie sielankowe życie rodziny Holmesów (wspólne wypady na plażę, zabawy w piratów oraz bieganie w kaloszach przy strumyku). Zdecydowanie tutaj błyszczy Tom Stoughton wcielający się w rolę kilkuletniego Sherlocka - osoba, której uroczość, niewymuszony niczym wdzięk i naturalność rekompensuje prawie wszystkie niedogodności odcinka. Zabawne jest to, że w Sherlocka w tym serialu wcieliły się dotychczas aż trzy osoby (nie zapominajmy o synu Moffata w roli nastoletniego Holmesa w "His Last Vow") - kto wie, może dane nam jest jeszcze zobaczyć naszego kochanego detektywa w fazie młodzieńczego buntu?

tumblr_ok2m1mhnjC1w3c9q6o1_1280

D'awwwwwwwwww

Wracając jeszcze na chwilę do wspominanej krytyki, chyba największe kontrowersje w całym "The Final Problem" (oprócz ogólnej frustracji dotyczącej niespełnienia się wszystkich mniej lub bardziej prawdopodobnych wizji członków TJLC i zarzutów kierowanych w stronę Moffata dotyczących queerbaitingu - ???) wzbudziła scena z Molly, która, według niektórych, stanowiła potwierdzenie słabości tej bohaterki, jej braku samodzielności i generalnego zdominowania życia przez mężczyznę - Sherlocka. Jako dowód na to wskazywano fakt, że grana przez Louise Brealey Molly cały czas kocha i jest przywiązana do Holmesa, nie potrafi się od niego uniezależnić. Nie wiem, czy jest to trafna interpretacja i podążający za nią kolejny zarzut dotyczący braku silnych postaci kobiecych w serialu (Irene Adler, Mary, Pani Hudson ???), ale jedno jest pewne - była to jedna z bardziej poruszających scen w odcinku, z pewnością głównie dzięki doskonałej grze Benedicta i Loo, którzy nie sprowadzili jej wyłącznie do melodramatycznych kwestii i łzawych spojrzeń.

tumblr_ojv8v9oEcv1vgpm24o1_500

Ale i tak TA scena mnie dobiła (dzięki Malwina <3)

 Może powinnam to napisać na samym początku, ale cieszę się, że ten sezon powstał, pomimo wszystkich wspomnianych wad (wiadomo że było ich znacznie więcej, ale gdybym je miała wszystkie wymieniać, to wpis zająłby wtedy zapewne drugie tyle) - zapewne to z mojej nieco chaotycznej wypowiedzi nie wynika, ale nadal paradoksalnie znajduję w 4 serii więcej pozytywów, niż negatywów, po części pewnie dlatego, że bardzo trudno mi się w ogóle przestawić na tryb krytyczny wobec czegoś, co mi codziennie towarzyszy od dobrych kilku lat i z czym jestem tak emocjonalnie związana. Prawdą jest jednak, że miałam wobec tych trzech odcinków trochę wygórowane oczekiwania i w dużej części się one nie spełniły. No trudno, pozostaje nam czekać na informacje o kolejnym sezonie (BO NA PEWNO BĘDZIE, NIE MA INNEJ OPCJI) i nie zwariować w trakcie kolejnego hiatusu.

 tumblr_ojw7s6X8zZ1u8iv5ho3_1280

 MUSIAŁAM

/yooletchka out

© Sztuczne raje
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci