Menu

Sztuczne raje

Blog popkulturalny, okolicznościowo aktualizowany

My name is Claire Underwood and I approve this message, czyli Yooletchka o piątym sezonie „House of Cards”

yooletchka

Co zrobić, Drodzy Czytelnicy, sesja nie ma sobie równych, i trzeba na jakiś czas zawiesić swoje inne, poważne obowiązki, szczególnie te popkulturalne. Nie dałam się jednak zupełnie stłamsić, i jestem z powrotem, z - jak zapewne się domyślacie - kolejną produkcją od Netflixa (co z tego, że miesiąc później, niż powinnam). Mówiłam, że jestem uzależniona? Mówiłam.

*na wstępie ostrzegam - spoilery z nowego i poprzednich sezonów, feel warned*

254069-house-of-cards-you-are-nothing

Prawda

Na swoje usprawiedliwienie dodam, że tym razem na świeczniku mamy serial ambitny, wymagający od widza większej niż zwykle uwagi (nie da się go chyba oglądać jednym okiem, przeglądając jednocześnie Instagrama czy gotując ziemniaki) i zdolności łączenia faktów, osób i nazwisk. Mowa tu oczywiście o „House of Cards” - amerykańskim remake’u brytyjskiego poprzednika o tym samym tytule, który jednak swoją popularnością zdecydowanie przerósł pierwowzór (w tym również książkę, o której mało kto pamięta). Dla tych, co ostatnie kilka lat spędzili pod kamieniem, szybkie streszczenie fabuły – śledzimy losy kongresmena Franka Underwooda oraz jego żony, Claire, lada chwila mającego dostać nominację na stanowisko Sekretarza Stanu w gabinecie nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Okazuje się jednak, że sprawy niespodziewanie przybierają odmienny obrót, a nasz drogi polityk zostaje na lodzie, co bynajmniej nie zniechęca go do dalszego, bezwzględnego wspinania się na sam szczyt.

houseofcardskevinspaceyposter

Wiem, wiem, wizerunek bardzo bezpośredni (zakrwawione ręce oparte na ornamencie z rózgami liktorskimi raczej nie są skomplikowanym do rozszyfrowania motywem), ale mimo wszystko zaliczam go do jednego z lepszych plakatów

U jego boku stoi równie wyrachowana, przebiegła i pozbawiona skrupułów osoba - chodzi oczywiście o Claire (absolutnie bezkonkurencyjna Robin Wright), której ambicje wcale nie ustępują pragnieniom męża. Pod wieloma względami Frank i Claire stanowią duet idealny – nie mają przed sobą tajemnic, stoją za sobą murem i wzajemnie się wspierają, niezależnie od tego, w jakich kłopotach się znajdą, co bynajmniej nie przeszkadza w stwierdzeniu, że ich związek daleki jest od perfekcji, co naturalnie widać w kolejnych sezonach. Można by długo wymieniać wszystkie przeciwności losu (i nie tylko), które spotkały Underwoodów, charakterystyczne jest jednak to, że każdy etap ich historii wiązał się z koniecznością bardziej zdecydowanego i bezwzględnego działania – początkowo głównym celem było zdyskredytowanie prezydenta, później doszło do tego tuszowanie swoich zbrodni i przewinień z przeszłości oraz usuwanie niewygodnych świadków i osób, którym mógłby się w nieodpowiednim momencie rozplątać język.

 tumblr_n1bou7aIj61r2vpsgo1_500

Wszyscy doskonale pamiętamy, jak skończyła Zoe Barnes

Kiedy nasi bohaterowie osiągają wreszcie względnie upragnioną pozycję (przynajmniej jeśli chodzi o Franka), muszą się liczyć z wieloma przeciwnikami, zarówno tymi stricte politycznymi, jak i sięgającymi po bardziej ekstremalne rozwiązania (pamiętamy wszyscy zamach na Francisa, brutalny pokaz siły terrorystów z końca sezonu 4 oraz nieustające pikiety rozjuszonych obywateli, których emocje umiejętnie podsycały media). 

Claire-Underwood-House-of-Cards-

Claire jest postacią, która wpędza w kompleksy dużą część widzów płci żeńskiej. Mnie na pewno

Na początku 5 sezonu cały czas pozostaje nierozwiązana sprawa ataku terrorystycznego - wiemy, że Stany Zjednoczone, w osobach Franka i Claire wypowiedziały wojnę organizacji oraz ludziom, którzy bezpośrednio doprowadzili do śmierci ojca rodziny pod koniec ostatniego sezonu, transmitowanej za pośrednictwem liczących na inny obrót zdarzeń mediów. Jeśli jednak pamiętamy jedną z ostatnich wypowiedzi Franka: „Nie ulegamy terrorowi. Stosujemy terror.” możemy domyślić się z łatwością, że Frank nie będzie przebierać w środkach, aby zmiażdżyć wroga. W efekcie nie jest już tak wielkim zaskoczeniem (jak pewnie zamierzali to przedstawić producenci serialu) scena, w której okazuje się, że cała sprawa z szukaniem i ustalaniem pozycji zamachowcy była wyłącznie ustawką.

cb13cebd5940ee04a895176ef464aa8a22f7ffc8

Btw dostaliśmy tym samym jedną z najlepszych ekranowych scen przesłuchań (u mnie plasuje się zaraz obok słynnej sceny z "Mrocznego Rycerza")

Tak, jak to pewnie już wszyscy wierni widzowie zdążyli zauważyć, „House of Cards” nie bawi się w łagodne wprowadzenia, tylko od razu rzuca oglądającego na głęboką wodę. I tak jak jest to nieco mniej odczuwalne w przypadku pierwszego sezonu (do którego miałam dwa podejścia – pierwsze skończyło się odpłynięciem do krainy snu w połowie pierwszego odcinka), to w sezonie piątym nie mamy żadnych złudzeń, że jesteśmy świadkami walki - zarówno tej publicznej, mającej czysto polityczny wymiar (a polegającej nierzadko na umiejętnym obchodzeniu ustalonych reguł, a jakże) jak i prywatnej. Przykładowo, rewelacyjnie poprowadzono jedną z początkowych scen nowego sezonu, w której Francis grzmi na posiedzeniu senackim, zgromadzeniu do którego jako prezydent nie miałby dostępu (co oczywiście nie stoi Underwoodowi na przeszkodzie), ale zdobywa niepodważalne prawo wejścia ponieważ... przypina sobie do klapy garnituru senacką przypinkę. Proste? Proste. Wtargnięcie skutkuje niezwykle płomiennym przemówieniem na forum, a, jak wiemy, takowe stanowią konik Franka - wypadają rewelacyjnie zarówno pod względem wizerunkowym (wszyscy lubią, gdy Głowa Państwa nie obawia się zabrać głosu, nieprawdaż?) jak i strategicznym.

emmasneverland

aka nastawienie Francisa wobec wszelkich problemów

Najmocniejszym atutem nowego "House of Cards" (oprócz zatrważającej aktualności przedstawianych wydarzeń, do czego nie trzeba już nikogo przekonywać) jest z pewnością decyzja, aby ukazać nieco więcej prywatnej relacji Underwoodów oraz postawienie na rozwój ich postaci. W rezultacie dostaliśmy bardzo dużo doskonałych wątków, które jeszcze bardziej uzupełniają zarysowane wcześniej  wizerunki bohaterów, czyniąc je jeszcze bardziej skomplikowanymi. A, jak wiadomo, najbardziej lubimy oglądać bohaterów, których nie możemy jednoznacznie ocenić. Tak więc, jak się tego można było spodziewać, menage a trois z Tomem rozwinęło się i...zakończyło (w bardzo nieprofesjonalny zresztą sposób, o czym później), a w związek Claire i Francisa wkradło się jeszcze więcej rywalizacji oraz nieporozumień - widać to szczególnie wtedy, gdy Claire, jako wiceprezydent podejmuje najważniejsze decyzje strategiczne, cały czas jednak musi liczyć się z aprobatą albo jej brakiem u swojego męża, tylko czekającego aby z powrotem wskoczyć na szczyt. Dla kontrastu, co by nie było za prosto, serial dostarcza nam kilka momentów, które byłam bliska nazwania uroczymi ( na przykład wspólne oglądanie "Podwójnego ubezpieczenia" i cytowanie z pamięci dialogów w dniu głosowania; przestaje być tak przyjemnie, gdy wiemy, jaka jest fabuła tegoż klasyku), pokazującymi nadal bardzo silną, pełną zaufania relację.

tumblr_oqynh7uKjl1r72dfyo3_540

 Dlatego, pomimo że wszyscy się tego się spodziewaliśmy, ostatni odcinek jest jakby końcem pewnej epoki

Wracając jeszcze na chwilę do Claire, nie da się nie zauważyć, że na ekranie jest częściej i ma do powiedzenia znacznie więcej, niż w niektórych odcinkach poprzednich sezonów. Nie ukrywam, że jestem tym zachwycona, ponieważ, pomimo mojej wielkiej miłości do pana Spacey, bardzo chciałam doświadczyć takiej zmiany fabularnej. Claire nie jest już ani przez chwilę szara myszką (ale czy kiedykolwiek taką była?), wiadomo, że potrafi bezwzględnie działać i zadbać o swoje, ale należy zauważyć, że jej postać nie jest żeńską wersją Francisa, tylko kimś zgoła odmiennym - mimo wszystko do pewnych działań nie jest zdolna (bardzo zardzewiałe sumienie, instynkt samozachowawczy ?), w przeciwieństwie do swojego męża, stanowiącego chyba sztandarowy przykład ekranowego psychopaty.

4d5e4d4972a4215a-600x400 

Nie, ten pan nie kontempluje wzorków na suficie

Dlatego wielkim zaskoczeniem i na pewno diametralną zmianą jeśli chodzi o wizerunek pani Underwood była scena, w której ukazano, jak Claire pozbyła się (zresztą na wyraźne życzenie męża) Toma Yatesa, swojego kochanka i uzdolnionego pisarza, zatrudnionego w Białym Domu w celu pisania przemówień parze prezydenckiej. Nigdy nie skłaniałam się do nazwania Claire niewinną, ale to, co zrobiła, przypominało raczej bezwzględne morderstwo popełnione przez Franka a nie dyplomatyczny,  jak dotychczas, sposób rozwiązywania problemów, tak bardzo dla niej charakterystyczny (nie zapominajmy, ta kobieta wielokrotnie negocjowała uwolnienie więźniów politycznych). Innymi słowy, zachowała się jak nie ona. Z jednej strony jest to wytłumaczalne - mówiliśmy przecież o rozwoju postaci, z drugiej strony kłóci się nam to z dotychczas zbudowanym obrazem. A już z pewnością absurdalne jest to, w jaki sposób Claire poradziła sobie (a właściwie nie poradziła) z ciałem - zostawienie nagiego trupa na środku pokoju i wydanie polecenia sprzątnięcia go człowiekowi, który w ten sposób zyskuje potencjalny materiał do szantażu było decyzją co najmniej lekkomyślną, jeśli nie głupią.

8d3ec0bed8cd5951e88a1f6e0626de16

Co tu dużo mówić - "House of Cards" trzyma poziom, uzależnia, przeraża (to wszystko się dzieje naprawdę!) i zmusza do zastanowienia. Wszyscy wiemy, że głównym atutem tej produkcji jest doskonałe aktorstwo, jednak gdy dołożymy do tego wnikliwą symbolikę niektórych scen, profesjonalizm pojęciowy i faktyczny oraz świetne rozwinięcie wątków poszczególnych postaci dochodzimy jednogłośnie do wniosku, że 5 sezon zdecydowanie należy nazwać jednym z najlepszych. Dobra robota, i oby tak dalej!

FrankClaireunderwood

 /yooletchka out

© Sztuczne raje
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci