Menu

Sztuczne raje

Blog popkulturalny, okolicznościowo aktualizowany

"Bolało cię, jak spadłeś z nieba?", czyli Czajnikit o "A Matter of Life and Death" (1946)

czajnikt

amatteroflifeanddeathKiczyk plakatowy, czyli Wtulona Para Kochanków i Star Trek

Tak! Dobrze widzicie Moi Drodzy, wróciłam z nową recenzją i koleją porcją wielce przydatnych ciekawostek o starych filmach. I znów tematem mojej recenzji będzie film duetu Powell & Pressburger, choć tym razem nie pojawi się w nim najcudowniejszy Anton Walbrook. pod tytułem A Matter of Life and Death/ Stairway to Heaven/Sprawa życia i śmierci.  Mało tego, znów zahaczymy o temat z mojego innego wpisu, a mianowicie - propagandy. Nie będzie to jednak ot taka zwykła, typowa propagandówka o jakiej zwykle myślimy słysząc to hasło. Stworzona została dopiero w 1946 roku, czyli właściwie już po drugiej wojnie światowej, a jej celem nie tyle było ukazanie Dzielnych Brytyjskich Żołnierzy Walczących Za Ojczyznę dla podbudowania morali, a... ocieplenie stosunków brytyjsko-amerykańskich.

 stairway-to-heaven-kiss-oMoże nieszczególnie aż takie ocieplenie. (SPOOOILERS!)

Musicie bowiem wiedzieć, że Anglicy nie cenili zbyt wysoko wkładu Amerykanów podczas wojny, uważając ich za interwencję za spóźnioną, a żołnierzy za "przepłacanych, niezaspokojonych seksualnie i generalnie znajdujących się w niewłaściwym miejscu". Film ten, zlecony P&P przez brytyjski rząd już trzy lata wcześniej, miał przygotować opinię publiczną na przyjęcie wojsk USA podczas lądowania w Normandii. Podobna sytuacja miała miejsce z innym filmem tegoż duetu - a mianowicie A Canterbury Tale, który jednak został ukończony wcześniej, ze względu na zdecydowanie mniejszy budżet potrzebny do zrobienia tego filmu (swoją drogą należy nadmienić, że mimo sugestii rządu co do przesłania obu filmów żaden z nich nie otrzymał dofinansowania). Znając te informacje zapewne zastanawiacie się tylko: jak zatem ogląda się Sprawę życia i śmierci po ponad 70 latach od premiery?

3b4928649df9fcbc604df809fd1bcb9fTaktyczne ładne ujęcie z filmu

Odpowiedź brzmi: zaskakująco dobrze. Powell i Pressburger postanowili bowiem swój cel zawoalować robiąc z filmu bardzo dobry melodramat. Młody brytyjski lotnik, Peter Carter jest pewien, że zginie. Nie ma spadochronu, jego drugi pilot nie żyje a płonący samolot, którym steruje co prawda nadal leci, ale za chwile zacznie spadać. Cudem udaje mu się połączyć z June, amerykańską operatorką radiową na usługach RAFu i odbyć z nią ostatnią rozmowę przed wyskoczeniem z maszyny. Jakie jest jego zdziwienie gdy okazuje się, że mimo wszelkiemu rozsądkowi przeżył upadek. Mało tego, poznaje June i zakochuje się w niej ze wzajemnością. Jego przeciągająca się nieobecność w niebie zostaje jednak zauważona. Okazuje się, że przegapiono go w gęstej angielskiej mgle. Peter jednak nie chce wracać i udaje mu się przekonać posłańca - dandysowatego arystokratę ściętego podczas Rewolucji Francuskiej - do niebiańskiej sprawy sądowej w celu uwzględnienia nadzwyczajnych okoliczności które zaistniały na wskutek pomyłki, która ostatecznie zmienia się w walkę amerykańskości z brytyjskością - bo jak to tak, brytyjczyk z amerykanką?!

                       
Typowe pytanie graniczne 

Niestety, dość negatywnie mnie zaskoczyli główni aktorzy - o ile David Niven gra jeszcze całkiem nieźle i rozkręca się podczas filmu, to Kim Hunter (June) przez większość czasu jest dość drewniana i generalnie nieprzekonująca. Najgorzej jednak wypada "ostatnia" rozmowa Cartera w płonącym samolocie. Absolutny brak prawdziwych emocji z obu stron. O ile w przypadku pilota jeszcze można domniemywać pewne oswojenie się ze swym nieuchronnym losem i rozpaczliwe odciąganie myśli od tego, co ma się mu za chwilę przydarzyć, to jeśli chodzi o radiooperatorkę nie mam tu jakiegokolwiek wytłumaczenia. Nie mówię, że powinni oboje zaraz płakać i panikować, ale jednak ta scena do mnie absolutnie nie trafiła. Cały romans jest również jak dla mnie trochę naciągany, ale powiedzmy, że jakaś tam chemia między aktorami się zawiązuje.

tumblr_mz968baUkf1sr1ki0o1_500Zgodnie z filmowym prawem romansów nawet rowery im w zawiązaniu chemii pomagają

 

Za to drugi plan - mój boże, drugi plan! Roger Livesey jako światowej sławy neurochirurg, doktor Frank Reeves, przyciąga uwagę widza swoją charyzmą i aż przyjemnie na niego patrzeć. Kathleen Byron, znana z Czarnego narcyza w małej rólce anioła kradnie każdą ze scen w której się pojawia. Wszyscy jednak bledną przy Mariusie Goringu (który grał rolę młodego kompozytora w Czerwonych trzewikach) w roli Przewodnika 71, czyli naszego francuskiego arystokraty. Jest w tej roli cudowna lekkość, kapryśność i dandysowatość do potęgi entej. Jego pełne zaanagażowanie w sprawę Cartera, graniczące momentami z dziecinnym entuzjazmem popycha fabułę do przodu i jednocześnie jest źródłem większych i mniejszych gagów. 

tumblr_ngqyxdmavE1ql2w65o2_250A teraz się zacznie spam z Przewodnikiem 71 

Co zatem mnie tak przykuło w tym filmie? Otóż - strona realizacyjna. Początkowa scena w której kamera podąża do ziemi przez bardzo realistycznie namalowany kosmos musiała robić kolosalne wrażenie w dniu premiery, a i dziś nie pozostawia widza obojetnym. Sugerują one pewną małość spraw na Ziemi, nadaje ton filmowi, który mimo momentów trywialności traktuje o sprawach bądź co bądź uniwersalnych. Monumentalne, ruchome (!!!) schody do nieba są niesamowite - budowano je przez trzy miesiące, posiadały 106 stopni i napędzane były przez maszynę mającą dwanaście koni mechanicznych. Ponadto kolor w filmie jest bardzo żywy, wyrazisty i po prostu piękny - ale to zawsze jest mocna strona The Archers.

tumblr_ngqyxdmavE1ql2w65o9_250

A właśnie. Kolor. Zapomniałam wam wspomnieć że występuje on tylko w scenach odbywających się na ziemi. Niebo zaś jest czarno-białe. Martwe. Brak tu jakichkolwiek większych emocji czy wzruszeń - zresztą powiedzmy sobie szczerze, w obliczu wieczności takie sprawy raczej wydają się po prostu błahe.  Anioły są dość... bezosobowe. Sympatyczne, ale bardziej przypominają wykwalifikowanych urzędników. Całe niebo właściwie to taki jeden wielki ZUS. Tak, są tam nawet kolejki, zaś każdy nowoprzybyły jest numerkiem w wielkiej księdze. Problem zaczyna się wtedy, gdy numerki się nie zgadzają - nie obchodzi ich za bardzo emocjonalny dramat pilota. Nawet ci, którzy kiedyś byli na ziemi i zachowali swój charakter nie są raczej nazywani po dawnych imionach. Przykładem niech będzie chociażby Przewodnik 71, którego nie poznajemy nigdy z imienia.

tumblr_n221k7MDBb1sfpxz2o6_400Grumpy Conductor 71 is grumpy

Podoba mi się jednak, że właściwie w całym filmie nie jest powiedziane wprost: tak, to jest niebo, tu jest Bóg a tam - święty Piotr. Można tylko domniemywać, czy to niebo, czyściec, czy coś jeszcze absolutnie zupełnie innego - osobiście skłaniam się ku tej drugiej opcji. Dzięki temu film nie popada w banał i łopatologiczne sceny. Pozostawiono nawet furtkę do interpretacji, że to są po prostu halucynacje powstałe w wyniku urazu głowy podczas upadku nie wytłumaczono jednak JAK Carter mógł przeżyć upadek -  na przykład sędziego w niebie, jak i chirurga przeprowadzającego operację gra ten sam aktor, a Przewodnik 71 objawia się tylko Carterowi. Co w ogóle ciekawe, ten film jest wyjątkowo zgodny ze stanem wiedzy neurologicznej na lata czterdzieste, ba! Zarówno badanie neurologiczne, jak i sama operacja mogłaby w praktycznie niezmienionej postaci odbyć się w rzeczywistości (tu patrzę krzywym wzrokiem na Żywot Adele). 

matteroflifeanddeath3Risercz - robisz to dobrze

Jak widać, mimo wad i romansu wpadającego momentami w lekką sztampę (nie należy jednak zapominać, że to bądź co bądź stary film), Sprawa życia i śmierci jest całkiem porządnym filmem, pozostawiającym spore pole do interpretacji. Może nie jest to najlepszy film Powella i Pressburgera, jednak jego niejednoznaczność sprawia, że trudno go zapomnieć. 

mariusgoringNo i Przewodnik 71. Wszyscy kochają Przewodnika 71.

 

Grande Latte. Macchiato. Czyli Yooletchka o spotkaniu z Edwardem Nortonem >

< Sprawa superbohaterska, czyli Yooletchka o "The Defenders"

© Sztuczne raje
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci