Menu

Sztuczne raje

Blog popkulturalny, okolicznościowo aktualizowany

Dzieci i filmy głos(u nie) mają, czyli Czajnikt o "Śpiewaku jazzbandu" (1927)

czajnikt

Dzisiaj kochane dzieciaczki wpis Czajnikta o (niespodzianka!) klasyce filmowej. I to tak klasycznej, że już bardziej się nie da. Mowa tu oczywiście o Śpiewaku jazzbandu (The jazz singer), znanym powszechnie - i błędnie - jako pierwszy film dźwiękowy. Tak naprawdę pojawiło się przed nim parę filmów udźwiękowionych, głównie krótkometrażówek. Na wyróżnienie można zaliczyć np. pełnometrażowego Don Juana (1926), który puszczany był z uprzednio nagraną orkiestracją i efektami dźwiękowymi - dialogi nadal jednak były do przeczytania na planszach tekstowych. Dlaczego? Otóż uważano, że przez ułomności techniczne widzowi byłoby trudno je zrozumieć (w sumie patrząc na skopane udźwiękowienie w dużej liczbie polskich filmów z lat 90. to założenie nie jest aż takie błędne...). The jazz singer zatem jest de facto pierwszym pełnometrażowym filmem z nagranymi dialogami - które to dialogi i tak można policzyć na palcach jednej ręki.  Jednakże bez względu na to, czy ten film był pierwszym udźwiękowionym obrazem, czy też nie -  stał się on wielkim hitem i właściwie stał się deską do trumny kina niemego.

The_Jazz_Singer_1927_PosterTalkie killed the silent movie star~

Powiem szczerze, że dość długo zabierałam się do tego filmu - w końcu jednak nadarzyła się ku temu prawdziwa okazja - a mianowicie dorwałam w empiku DVD z filmem w szalonej, okazyjnej cenie 9,99 zł [NIE TO NIE JEST LOKOWANIE PRODUKTU. SERIO. NIC MI NIE PŁACĄ, A EMPIK TO PRZEKLĘTY MONOPOLISTA, TAKO RZECZE MI MÓJ MÓZG I SERDUSZKO PO LEWEJ STRONIE ale mają czasem fajne przeceny płyt DVD a ja jestem bida studętem kinomanem]. I tu muszę na samym wstępie pochwalić polskiego dystrybutora - film został bardzo ładnie wydany, zaczynając od dopracowanego designu, świetnej jakości obrazu a kończąc na różnych dodatkach - komentarzu Rona Hutchinsona oraz lidera zespołu Nighthawks Orchestra - Vince’a Giordano, audycji radiowej z 1947 roku prowadzonej przez Ala Johnsona, a nawet... tematycznych krótkometrażówkach braci Warner które można sobie puścić przed seansem żeby się poczuć zupełnie jak w starym kinie (jeszcze do szczęścia tylko brakuje kroniki filmowej :D). Dość jednak rozpływania się nad warstwą stricte techniczną, przejdźmy do rzeczy!giphy

Jeśli oczywiście można mówić o spojlerach do filmu z 1927

Najogólniej rzecz ujmując, Śpiewak jazzbandu opowiada o losach Jakiego Rabinowitza, syna kantora w żydowskim gettcie na Manhattanie. Jego ojciec chciałby, żeby zgodnie z tradycją przejął po nim schedę, jednakże Jakiego od najmłodszych lat ciągnie bardziej nie do pobożnych melorecytacji, a do dzikiego i szalonego jazzu, który przeżywa właśnie swój rozkwit. Po jednej z wielu kłótni, Jakie podejmuje decyzję żeby porzucić rodziców i pod aliasem Jacka Robina rozpocząć swoją karierę jako tytułowy śpiewak. Kilkanaście lat później, gdy los się do niego uśmiecha i jego ukochana załatwia mu pracę nad broadwayowską rewią April Follies, całkiem znany już Rabinowitz powraca do Nowego Jorku i przy okazji wita się z rodzicami. O ile jego mama z radością przyjmuje syna na rodzinne łono, to tata nadal się go wyrzeka i wyrzuca go z domu. Dwa tygodnie później, kantor zapada na poważną chorobę. Nieubłaganie zbliża się również Jom Kippur - jedno z najważniejszych świąt żydowskich, a jego bożnica nie ma nikogo na jego zastępstwo. Mama Jackiego zwraca się zatem do swojego syna - jednakże w tym samym dniu premierę ma spektakl, który ma być trampoliną do prawdziwie wielkiej kariery.

tumblr_lnpgkiBO9K1qbxoi2o1_500

A tu mamy love interest naszego głównego bohatera

Jak widać, gra się toczy tu o wysoką stawkę, na linii rodzina-kariera, religia-świeckość, przebaczenie-brak litości. Cały film jest grany generalnie na dość sentymentalnym, wysokim C. Mamy tu Rozmowy i Przemyślenia o Wartościach, Wielkie Dylematy, piosenki o Mamie itd. Pewna różnica we wrażliwości współczesnego i dawnego widza powoduje, że film może sprawiać wrażenie momentami dość irytującego - szczególnie, że nie ma tu jakichś wielkich zaskoczeń pod względem rozwiązań fabularnych. Mimo to, przyznam się że trochę się przejęłam jednak losem głównego bohatera i jego ostatecznym wyborem - oglądałam film z zainteresowaniem do samego końca, mimo tego, że wiedziałam co się stanie.

giphy

Tak, we ain't heard nothing yet. I to dosłownie.

Pod względem aktorskim film jest całkiem dobry - należy oczywiście wziąć pod uwagę większe tendencje do szarżowania rolą w kinie niemym niż "mówionym". Na szczególne wyróżnienie zasługuje Eugenie Besserer jako matka Robina - bardzo mnie przekonała do swoich przeżyć i emocji; Al Jolson, odtwórca głównej roli, również mnie nie zawiódł, choć momentami jego aktorstwo wkraczało w tzw. uncanny valley.yoswXNO

Mówiąc uncanny valley mam na myśli np. to.

Muszę powiedzieć, że byłam zaskoczona, gdy po raz pierwszy usłyszałam "mówiony" głos Ala Jolsona po piosence - wyobrażam sobie co ludzie musieli przeżywać w 1927! Sądziłam jednak, że to, iż po raz pierwszy w kinie zabrzmiał dialog był podyktowane jakąś artystyczną wizją reżysera - okazało się jednak że raczej to było po prostu wynikiem niedbałości montażysty i z wyjątkiem kilku scen po utworach muzycznych cały film nadal jest niemy. Lekko mnie również zniesmaczył makijaż głównego bohatera w jednej ze scen -  konkretnij chodzi mi o blackface. Rozumiem, że było to popularne w tamtych czasach i nie uważano tego za obraźliwe, ale i tak od momentu w którym usłyszałam o tej praktyce nadal moją najdelikatniejszą reakcją jest uniesienie brwi z zapytaniem "ALE PO CO NA CO TO KOMU".

CluelessGreedyIlladopsis-max-1mbCudowna Besserer i mniej cudowny blackface, który się w sumie stał symbolem tego filmu

Mimo tych wad i faktu, że film niekoniecznie przetrwał próbę czasu, polecam obejrzeć w wolnym czasie The jazz singera. Bądź co bądź jest to kawał kinowej historii i warto wiedzieć (lub przynajmniej próbować się domyślić) co sprawiło, że ten w sumie dość niepozorny film stał się hitem i położył kres erze kina niemego.

© Sztuczne raje
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci