Menu

Sztuczne raje

Blog popkulturalny, okolicznościowo aktualizowany

I've been falling for 30 minutes, czyli Yooletchka o "Thor: Ragnarok"

yooletchka

Zgadnijcie, kto pobiegł, jakby go zastęp Walkirii gonił, na pokaz przedpremierowy „Thor: Ragnarok”?

tumblr_inline_ntitnoQzZH1tb36tz_500*maniac laugh*

Podejrzewam, że nietrudno zgadnąć – jeśli choć trochę mnie już znacie, drodzy Czytelnicy, to wiecie, że jestem zwierzęciem premierowym, i jest kilka takich tytułów w moim kinowym repertuarze, na które wybiorę się jak najwcześniej. Choćby nie wiadomo co się wydarzyło.  Dlatego na najnowszej produkcji  wytwórni  Marvel byłam już w środę (inna sprawa, że bardzo zależało mi, aby nikt mi niczego nie zaspoilerował, a informacje dotyczące fabuły krążyły tu i ówdzie już następnego dnia), i, uwierzcie mi, mam ochotę pójść na seans co najmniej jeszcze raz. Będę się bardzo powstrzymywać, żeby nie był to już ten weekend. (kogo ja w sumie oszukuję…)

Thor_Ragnarok_Promo_Banner1

Dotychczas zrobiłam tak tylko z dwoma filmami: „Star Wars: The Force Awakens” i „Doctorem Strange’em”, więc z pewnością jest to już swoista zapowiedź tego, jak mi się najnowszy Thor podobał. Ale nie wzdychajcie ze zniecierpliwieniem, dla tych, co lubią trochę pomarudzić też się co nieco znajdzie. Stay tuned!

Może to będzie dla was wielkim zdziwieniem, ale początkowo nie byłam wcale tak zachwycona, szczególnie po pierwszym obejrzeniu zwiastunu – motyw walki na arenie wydał mi się wybitnie sztampowy, a główna pani Villain nieco niemrawa (prawdą jest, że do dzisiaj nie potrafię wybaczyć Cate Blanchett pewnej wybitnej sceny w trzeciej części Hobbita – ci, co widzieli, z pewnością wiedzą, o co mi chodzi). Dodatkowo, nie bijcie mnie, że to napiszę, nie pałam zbytnio miłością do Hulka - nigdy mnie nie fascynował jako bohater, a sympatią darzyłam jedynie Bruce’a Bannera (głównie pewnie dzięki jego przepychankom z Tonym Starkiem). Byłam bardzo ciekawa natomiast samej wizji Ragnaroku (dla niezorientowanych -  nordyckiej wersji apokalipsy, końca świata, walki bogów) i modliłam się, żeby nie zrobiła się z tego jedna wielka rzeźnia, trwająca przez 80% procent filmu – chociaż gdyby były to wyłącznie sceny z walczącym Lokim, to NA PEWNO bym nie narzekała.

1504825339425_5500092_cops_14

Na zachwyty nad Lokim przyjdzie jeszcze czas, a ja tym czasem ostrzegam was przed spoilerami – z całych sił będę się starała, żeby nic mi się nie wymsknęło, ale dla porządku muszę to napisać (żeby mnie nikt później nie oskórował z zemsty). Co nie oznacza oczywiście, że macie w tym momencie stąd uciekać

Nie będę się więc skupiać dłużej na fabule – powiem tylko tyle, że tak naprawdę nie ma w niej za wielu plot twistów, a jeśli są, to zdecydowanie nie należą do takich, których się nikt nie domyślił. Ze zwiastunu można było wywnioskować dosyć dużo – na pewno to, że mroczna Hela, grana przez Blanchett, jest silniejsza niż to się naszym bohaterom wydaje. Nie była również niespodzianką jej napaść na Asgard, oraz Thor i Loki sprzymierzający swe siły aby ją pokonać, po drodze wdeptujący w sam środek dziwnego miejsca z areną i walczącymi na niej stworami (tutaj pojawił się Hulk). Tak właściwie tutaj można zamknąć zarys tego, co się w filmie zdarzyło, ponieważ paradoksalnie nie główny wątek jest tym, co najbardziej przyciąga uwagę i zasługuje na pochwałę. „Thor: Ragnarok” obfituje w ogrom krótkich, małych scen, nierzadko po prostu śmiesznych, które kolokwialnie rzecz ujmując, robią cały film. Z pewnością należy do nich rewelacyjne cameo ze Strange’em w pierwszej połowie filmu, które moim skromnym zdaniem było jedną z najlepszych scen w całym filmie – wcale nie dlatego, że fanowskie serduszko Yooletchki zabiło szybciej podczas konfrontacji Doctora z Bogiem Psot. Wcale.  Na uwagę zasługują także scena ze Stanem Lee, której nikt się chyba nie spodziewał w tym konkretnym fragmencie historii (chyba dotychczas moja ulubiona – wiem, mówię tak za każdym razem) oraz ogrom nawiązań do pozostałych superbohaterskich produkcji, których wyszukiwanie sprawiało nam, widzom, ogromną frajdę.

0002509893242534535.0

Malutki hint dla tych, którzy filmu jeszcze nie widzieli, a ciekawi są sceny ze Stanem Lee

Co jest niekwestionowaną zaletą „Thor: Ragnarok”? Co sprawiło, że prawdopodobnie będę do tego filmu wielokrotnie wracać? Odpowiedź jest prosta -  Loki  rozwój bohaterów, ujawnienie ich motywacji, ale przede wszystkim pracochłonne dopracowanie każdej postaci, tak, że nie ma się wrażenia, że jakikolwiek wątek jest poprowadzony po łebkach (no może historia Odyna, ale to wyjątek potwierdzający regułę). Bardzo mi się podobał zabieg zastosowany przez reżysera, który zdecydował się pokazać backstory prawie każdej, wprowadzonej do fabuły nowej postaci. Dowiedzieliśmy się więc między innymi, dlaczego Hela jest owładnięta pragnieniem zemsty i zniszczenia, bohaterka grana przez Tessę Thompson nadużywa alkoholu i stroni od towarzystwa, a uroczy Korg (zagrany przez samego reżysera, Taikiego Waititiego)…jest sobą, po prostu. Pomimo tego, że akcja filmu rozgrywa się czasami w wielu miejscach na raz (co wygenerowało konieczność częstych, szybkich cięć, bardzo jednak wpasowanych w całość konwencji – moim zdaniem przypominało to końcówki komiksowych rozdziałów), widz nie ma szans się czuć zagubiony, wręcz przeciwnie, zabieg ten zmusza wszystkich oglądających do stuprocentowej uwagi.

thor-ragnarok

Wracając jeszcze do bohaterów, tym razem jednak do tych doskonale znanych wszystkim fanom serii - to właśnie oni sprawili, że uważam tę część za najlepszą z całej trylogii. Pamiętam, że w pierwszym "Thorze" najgorzej znosiłam głównego bohatera (no może oprócz jego mimotycznej lubej, Jane), natomiast absolutnie pokochałam Lokiego (nie zresztą ja jedna, am I right, Loki's Army?). W drugiej części z Thorem było trochę lepiej (wprawdzie pierwsze, na co zwróciłam wtedy uwagę to to, że nareszcie poprawili mu włosy), a do Lokiego zapałałam jeszcze większym uczuciem. Domyślacie się więc, co się stało po tej części? Tak, dobrze zgadliście, faza na zielonego Boga Psot powróciła w pełnej okazałości. Loki w tym filmie absolutnie wymiata, ma więcej czasu ekranowego i jeszcze więcej do powiedzenia, niż w poprzednich częściach, a kilka scen z nim jest po prostu czystym fanserwisem (nie żeby w tym przypadku było to coś złego).

loki-vs-valkyrie-in-new-thor-ragnarok-photo

ASDFGHJKL

Loki nadal zdradza, próbuje działać w pojedynkę, epatuje przebiegłością, zwinnością i diabelskim sprytem, nie jest już jednak tak naiwny żeby myśleć, że bez Thora da radę uratować i zagarnąć z powrotem Asgard (chociaż z pewnością nie tylko o to mu chodzi). Jesteśmy więc nareszcie świadkami tego, na co czekało wielu fanów - prawdziwej współpracy obojga braci, zawiązaną w "Thor: The Dark World", a kontynuowaną w tej części, pełną uroczych i zabawnych momentów, będących w istocie kolejnymi powodami na to, że ten nieco oryginalny tandem ma sens. ( chociażby wszystkie sceny, w których Thor rzucał czymś w Lokiego, aby upewnić się, czy na pewno nie rozmawia z jego iluzją) Domyślacie się pewnie tego, drodzy Czytelnicy, że w efekcie moje fanowskie serduszko jest do teraz tak przepełnione poseansową euforią, że ciężko mi się do czegoś się tak na poważnie przyczepić.

e7e21ed9552833c1c8006bf6dd80318e

GOD HAVE MERCY

Na pewno nie skłamię, jeśli napiszę, że "Thor: Ragnarok" zdecydowanie różni się od poprzednich części, zarówno jeśli chodzi o klimat, dialogi, scenerię, jak i samych bohaterów. Wszyscy zapewne pamiętają zachowanie Boga Piorunów w jego pierwszej "solówce" - Thor był wyniosły, zarozumiały i całkowicie nieprzystosowany do ziemskich realiów (wystarczyło posłuchać, jak się wypowiadał - do dzisiaj cytujemy z bratem jako swoisty inside joke jedną z z jego kwestii: "Moje ziemskie powłoki słabną, potrzebuję strawy"), tymczasem już po kilku pierwszych minutach nowej produkcji możemy się zorientować, że Odinson niemalże całkowicie porzucił patos i pompę na rzecz...komedii. Tak, "Thor: Ragnarok" jest zdecydowanie filmem śmiesznym, pełnym mniej lub bardziej zręcznych gagów, i właśnie ta diametralna zmiana charakteru filmu była czymś, co nie do końca mi odpowiadało. Owszem, nie zrozumcie mnie źle, na seansie ubawiłam się po pachy, doceniam wprowadzoną przez reżysera świeżą, lekką konwencję, (na co bynajmniej nie byłam przygotowana), ale odniosłam wrażenie, że po prostu nie wszystkie żarty były niezbędnym dodatkiem do fabuły - coś podobnego, chociaż w większym stopniu, odczułam podczas oglądania drugiej części "Strażników Galaktyki", którzy byli zabawni aż do przesytu. Ale czymże jest to moje drobne zastrzeżenie wobec wspaniałości całej produkcji...

0fec1c09728d1765c6bf98791b047738

Zaraz przestanę, obiecuję

"Thor: Ragnarok" jest produkcją niezwykle ekscytującą, nie ukrywam, że najbardziej dla fanów, ale jestem przekonana, że każdy wielbiciel filmów superbohaterskich wyjdzie z seansu usatysfakcjonowany. Do niekwestionowanych zalet filmu, których jeszcze nie wymieniłam, z pewnością należą świetna muzyka (słuchacze rocka na pewno będą szczęśliwi) i niezwykle dopracowana sceneria w poszczególnych filmowych lokacjach (wiadoomo, że 80% robi CGI, ale i tak robi to wrażenie), jednak i tak największe wrażenie zrobił na mnie rozwój bohaterów, ewolucja ich motywacji oraz budowanie wzajemnych więzi (bromance Thora i Lokego 4ever). Co tu dużo mówić - idźcie, jeśli macie ochotę na porządną i zabawną superbohaterską produkcję, wyraziste kolory, doskonałą obsadę oraz całą tą kosmiczno - fantastyczno - komiksowo- eklektyczną osłonkę, która pozwala nam, widzom, na te dwie godziny zanurzyć się w pełni w opowadanej historii. Zapewniam was, długo będziecie ten film wspominać (szczególnie wtedy, gdy będziecie się zastanawiać, dlaczego DC nie może zrobić produkcji na takim poziomie - nie bijcie xdd).

image

AAAAA, jakby was moje wcześniejsze wypociny nie przekonały, to macie Idrisa Elbę, który wygląda, jakby przed chwilą rozpoczął pracę nad "Wiedźminem" - to jest również jeden z highlightów tej produkcji <3

tumblr_oy32p8kEZz1rv1d8ho3_540

 

 

/yooletchka out

© Sztuczne raje
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci